O ile Marianna Kolbowa sama podjęła decyzję o dołączeniu do życia klasztoru jako tercjarka, o ile synowie sami zdecydowali o swym powołaniu i drodze życia, ojciec, głowa rodziny, był jedyną osobą, która posłusznie podporządkowała się powołaniu wszystkich członków rodziny, dotąd zależnych od jego stałej pracy, teraz
GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna?? - do Forum Kobiet To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ... Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!! Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Posty [ 17 ] 1 2010-09-24 04:55:39 ewka244 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-23 Posty: 6 Wiek: 27 Temat: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna??Witam wszytkichMoj dzisiejszy post bedzie zwiazany z partnerstwem w malzenstwie i rodzinie. Prosze napiszcie jak wy uwazacie (albo jak jest u was), kto w domu uchodzi za głowę rodziny?? praktycznie od lat bylo tak że jesli to meżczyna pracuje to i on jest glowa rodziny. Napiszcie prosze jak jest u was, jak to wygląda w praktyce, czy faceci ktorzy utrzymują rodzine maja wylaczne prawo do bycia głową rodziny we wszystkich kwestiach? Napiszcie prosze jesli któraś z Was to głowa rodziny, jak wtedy zachowuje sie facet?? 2 Odpowiedź przez Lusia85 2010-09-24 08:06:07 Lusia85 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-23 Posty: 137 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna??Związek powinien opirać się na równości . Już dawno skończyły się czasy kiedy to mężczyzna był panem i decydował o wszystkim . 3 Odpowiedź przez ewka244 2010-09-24 09:18:13 ewka244 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-23 Posty: 6 Wiek: 27 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna??no wiesz Lusia nie u kazdego jest tak samo.....sa malzenstwa, pary w których jest pewien podział... 4 Odpowiedź przez niuńka26 2010-09-24 09:30:15 niuńka26 Tajemnicza Lady Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-15 Posty: 97 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna??jesli chodzi o kupno czegoś u mnie jest tak ze decydujemy razem mąż pracuje zarabia a ja siedze w domu marząc o pracy jednak jesczze nie moge bo dziecko jest za małe a nie miałby sie nim kto zająć. 5 Odpowiedź przez darinia288 2010-09-24 09:48:50 darinia288 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-28 Posty: 531 Wiek: Wiecznie Młoda :) Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna?? U Nas również panuje równość nie ma czegoś takiego że Ja czy Mój Mąż jest głową rodziny. Można powiedzieć że u Nas są dwie głowy Bez cierpienia nie zrozumie się szczęścia. 7 Odpowiedź przez Lusia85 2010-09-24 10:52:02 Lusia85 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-23 Posty: 137 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna?? ewka244 napisał/a:no wiesz Lusia nie u kazdego jest tak samo.....sa malzenstwa, pary w których jest pewien podział...Ja nie mówie że nie ma takich małżeństw , tylko że w związku powinna panować równość i szacunek bo inny "układ sił" w związku często jest przyczyną wielu problemów . Nie mówie że partnerstwo w związku jest pozbawione wad ale przynajmniej daje poczucie równości i wspólnoty . 8 Odpowiedź przez syla135 2010-09-24 17:30:50 syla135 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-07-19 Posty: 1,974 Wiek: 26 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna?? moze i facet jest glowa rodziny(i niech tak mysli:P) ale kobieta jest szyja ktora ta glowa kreci:)mysle ze tak jest najlepiej ze on mysli ze jest gora a tak wlasciwie kobieta nim steruje i wychodzi tak jak ona chce:Pmoj maz nie lubi podejmowac decyzje, mimo ze tylko on zarabia(ja siedze z dziecmi) to i tak oddaje cala kase i planuje wszystkie wydatki, zakupy wiesze i mniejsze, planuje gdzi ei kiedy wakacje, nawet chaltury mu umawiam kiedy i iel ma robic:P jemu dobrze, sam mowi ze on nie ma do tego glowy(kocha i mysli tylko o samochodach) i jemu jest tak dobrze. 9 Odpowiedź przez P&P 2010-09-24 17:42:21 P&P 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-01 Posty: 1,012 Wiek: 23 lata Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna?? A ja, wbrew apelom o róznouprawnieniu będę chciała, by mój mąż był oparciem i głową rodziny. Oczywiście wykluczając przypadek, w którym kobieta nie ma NIC do powiedzenia. Niektóre kwestie (wakacje, wychowanie dzieci) powinny spoczywać na obojgu. Umieć żyć to najrzadziej spotykana umiejętność na Wilde 10 Odpowiedź przez relacja15 2010-09-24 20:17:47 relacja15 Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-07-07 Posty: 388 Wiek: 19 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna?? moj facet pracuje ja zajmuje sie domem i dzieckiem ale mimo to uwazam ze jest u nas rownosc nie ma czegos takiego zeby pewne obowiazki nalezaly do niego czy do mnie on rowniez posprzata zajmie sie czasem dzieckiem a nie mowi ze to moja dzialka za to jeste mu bardzo wdzieczna bo balam sie ze jak pojde na jego utrzymanie bedzie wypominal i czul sie Panem domu... a ja bede przynies podaj pozamiataj na szczescie on nie jest taki zarozumialy kiedy smieje sie dziecko smieje sie caly swiat 11 Odpowiedź przez a_normalna 2010-09-24 20:22:39 a_normalna Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-27 Posty: 3,025 Wiek: 22 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna??Stara prawda: mężczyzna jest głową rodziny, ale kobieta jest szyją 12 Odpowiedź przez cytrynaa 2010-09-24 20:23:07 cytrynaa Tajemnicza Lady Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-04 Posty: 87 Wiek: 25 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna??Mój facet jest głową naszego związku , ja jestem szyją która tą głową porusza 13 Odpowiedź przez CupraFR 2010-09-24 21:40:18 Ostatnio edytowany przez natalia1710 (2010-09-24 21:41:23) CupraFR 100% Netkobieta Nieaktywny Zawód: kształcę się Zarejestrowany: 2009-06-08 Posty: 3,695 Wiek: 20 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna?? U mnie w domu zawsze było tak, że to tata był i nadal jest głową rodziny. Bo przynosił pieniądze, bo każdy miał wobec niego respekt. W moim małżeństwie (które prędzej czy później będzie ) chciałabym, żeby to partner był głową rodziny. Aby opiekował się rodziną i aby to jego zdanie było ostatnie (oczywiście po rozmowie ze mną ). Myślę, że czułabym się pewniej i bezpieczniej gdzie to mój mąż był głową zapominajmy też o tym, że facet jest głową rodziny a kobieta szyją po to, żeby móc nią kręcić. "...w grzywie wiatr, a w kopytach magia..."ZdolniachaNapaleniecSpryciarz 14 Odpowiedź przez Realistka89 2010-09-24 23:10:27 Realistka89 Szamanka Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-16 Posty: 275 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna??Mój tato z mamą tworzą partnerskie małżeństwo. Tato odkąd pamiętam piekł ze mną ciasta, dzisiaj szorował wannę, a tydzień temu mył sufit i ściany w kuchni. Wujek, brat mamy, też pomaga swojej żonie, sprząta, pierze, odkurza, odrabia z dziećmi zadania. Moje babcie zawsze ja chciałabym w przyszlości tworzyć partnerski związek. 15 Odpowiedź przez Andia74 2010-09-25 00:39:51 Andia74 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-11 Posty: 52 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna??Facetowi trzeba pokazac ze jest dla Ciebie wazny, najwazniejszy, ale trzeba tak manipulowac aby zgadzal sie z nami - a najlepiej aby na nasze pomysly sam wpadal.... wowczas malzenstwo zwiazek pracuje najlepiej! ;-) 16 Odpowiedź przez busiu 2010-09-27 10:19:21 busiu 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-06 Posty: 2,015 Odp: GŁOWA RODZINY - kobieta czy męźczyzna?? Wolę związek oparty na równości. Nie podobałaby mi się świadomość, że JEGO zdanie jest ważniejsze niż moje, i to on ma ostatnie słowo. Partnerstwo to dla mnie jedyna opcja. W taki dzień jak ten Marco Polo wyruszył do są Twoje plany na dzisiaj? Posty [ 17 ] Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Zobacz popularne tematy : Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności © 2007-2021 84% Mężczyzna jako ojciec i głowa rodziny. Zaprezentuj sylwetki wybranych bohaterów literackich. 85% Bunt jako wyraz niezgody na rzeczywistość. Odwołując się do wybranych tekstów literatury zaprezentuj bohaterów którzy bunt uznali za konieczność. 85% Bunt jako wyraz niezgody na rzeczywistość. Odwołując się do wybranych„Kiedy męski katar dopada Twój związek, bądź wyrozumiała – do czasu”. Tymi słowami rozpoczyna się jedna z reklam popularnego leku na katar, w której stereotypowo ukazuje się mężczyznę „umierającego” ze względu na przeziębienie. To dopiero żona, która ma już dość nieporadnego i chorego męża, podaje mu lek, który w mig przywraca mu siły witalne. Wiesz, o który film reklamowy chodzi, prawda? A może tak naprawdę tylko Ci się wydaje, bo wizerunek chorującego ojca czy męża w reklamach jest praktycznie tożsamy. Wszystkie one zlewają się bowiem w jedną, wielką, bezkształtną masę, w której to cierpiący i chorujący mężczyzna staje się osobą całkowicie bezsamoobsługową i zdaną na łaskę swojej partnerki. Niestety, w kampaniach reklamowych ciągle mierzymy się z utrwalonymi stereotypami, które trudno jest przełamać, a co więcej, które wręcz same je umacniają. Chorujący ojciec czy mąż, to jednak niejedyny archetyp, na który możemy się natknąć. Często bowiem zdarza się ukazywanie głów rodziny, jako tzw. ojców nieobecnych. Tj. pochłoniętych pracą, czy swoimi „męskimi sprawami”. Ojcowie tacy całkowicie zapominają o opiece nad swoimi dziećmi czy o poświęcaniu czasu partnerce. „W końcu mam coś, co trzyma Cię z dala od laptopa” – mówi żartobliwie bohaterka jednej z reklam produktu śniadaniowego. I wydawać by się mogło to zupełnie niewinne, gdyby nie to, iż wiele pokoleń Polaków wychowywało się bez taty i to nie zawsze ze względu na ich odejście czy śmierć, a właśnie z powodu syndromu ojca nieobecnego. Tata w pracy, w domu taty brak Ze względu na rewolucję przemysłową, świat mężczyzn i kobiet wywrócił się do góry nogami. Tak oto mieszkańcy przeludnionych wsi w pogoni za nowym życiem i chlebem, zaczęli masowo spływać do miast, które przeradzały się w industrialne metropolie. I tak dla przykładu Łódź w ciągu 90 lat urosła z ok. 800 do pół miliona mieszkańców, stając się jednym z największych miast Europy. Mężczyźni, ojcowie i głowy rodziny przestali orać pola, aby wyżywić swoje dziatki, a zaczęli pracować w fabrykach włókienniczych i hutach stali po kilka, a czasem i kilkanaście godzin dziennie. Tak narodzili się ojcowie nieobecni. Z tym negatywnym skutkiem rewolucji przemysłowej mierzymy się do dziś, choć sytuacja ma się ku lepszemu. Coraz więcej polskich ojców zaczyna zauważać, jak ważną rolę odgrywają w życiu swoich dzieci oraz partnerek. Jak wynika z raportu Nationale-Nederlanden „Powrót taty. Polskie ojcostwo: pełen etat czy praca dorywcza?” ponad 80% ojców chciałoby poświęcać więcej czasu swoim dzieciom, a 50% z nich oszczędza dla lepszej przyszłości swojego dziecka. Pytanie tylko dlaczego kampanie marketingowe nie idą z duchem czasu i nie przedstawiają coraz częściej polskich ojców jako zaangażowanych, zaradnych i obecnych w życiu dzieci oraz żony? Socjolog i medioznawca z Akademii Leona Koźmińskiego – dr Krzysztof Kuźmicz, ma swoją teorię. - Projektując przekazy reklamowe, uwzględniamy konteksty funkcjonowania społecznego odbiorców. A to w wielu przypadkach oznacza dla twórców ukłon w stronę kulturowo utrwalonych stereotypów płciowych oraz wzorców socjalizacyjnych, które w reklamie przedstawiane są w schematycznej i przerysowanej konwencji, niejednokrotnie zawierającej błędy i niedomówienia. Wizerunek ojcostwa w mediach cechuje niejednorodność, ambiwalentność, a także zacieranie granic między tradycyjnymi i współczesnymi modelami męskości. Świat reklamy stwarza marketingowy konstrukt wzorców realizowania funkcji ojcowskich, będący kompilacją rzeczywistości społecznej i komercyjnego wymiaru rodzicielstwa, a nie jego autentycznego odbicia – twierdzi dr Kuźmicz. Ojcowie to ciamajdy, bo reklamy kierowane są do kobiet? Szukając odpowiedzi na pytanie, skąd bierze się taki, a nie inny wizerunek ojców w filmach reklamowych, poprosiłem o pomoc dr Iwonę Werner z WSB w Poznaniu. W rozmowie ze mną wskazała, podobnie jak dr Kuźmicz, że w przekazach reklamowych obecny jest szereg stereotypów dotyczących tak mężczyzn, jak i kobiet. Twierdzi, że w części reklam, które odwołują się do obszarów tradycyjnie przypisywanych kobietom, jak np. pielęgnacja niemowląt, pranie, czy opieka nad chorym dzieckiem, mężczyźni są najczęściej nieobecni. Jeśli zaś już się pojawiają, to są one osobami bezradnymi czy wręcz nieudolnymi. Dr Werner uważa jednak, że taki stereotypowy przekaz jest adresowany stricte do kobiet. - To kobiety w zdecydowanej większości faktycznie kupują bądź decydują o zakupie produktów związanych z pielęgnacją i dbaniem o zdrowie dzieci. Oczywiście, obecnie jesteśmy w procesie dekonstrukcji dominującego wcześniej tradycyjnego podziału w zakresie realizacji ról żeńskich i męskich, czy rodzicielskich, niemniej jednak, przekonanie o tym, że mężczyzna nie jest w stanie zapewnić adekwatnej opieki choremu dziecku, jest silnie zakorzenione wśród znacznego odsetka kobiet. Wynika to z kolei w znacznej mierze z braku „treningu” mężczyzn, którzy nie mają zbyt wielu okazji do samodzielnego zajmowania się dzieckiem – mówi dr Iwona Werner. Adiunktka WSB w Poznaniu podkreśla też, że przyczyną takiego, a nie innego archetypu ojca w reklamie, są też kwestie prawne, a nie tylko te społeczno-kulturowe. Jak wskazuje, dopiero niedawno wszedł, chociażby urlop tacierzyński, który trwa maksymalnie dwa tygodnie, będąc tym samym znacznie krótszym od macierzyńskiego. Co więcej – odsetek ojców samotnie wychowujących dzieci jest znacznie mniejszy niż odsetek samotnych mam, a to również przekłada się na przekaz reklamowy. - Z tych wszystkich powodów z perspektywy zamawiającego reklamę, logiczne jest adresowanie jej do kobiet. Z dużym prawdopodobieństwem należy przyjąć, że wraz z intensywnymi przemianami zachowań Polaków i realnie zwiększającym się zaangażowaniem mężczyzn w realizację funkcji opiekuńczych w rodzinie, co jest widoczne zwłaszcza w pokoleniu millennialsów, sztampowe wizerunki ojców będą coraz częściej równoważone wizerunkiem zmierzającym w stronę egalitaryzmu ról rodzicielskich – dodaje dr Werner. W tym miejscu warto podkreślić, że są też oczywiście przekazy adresowane także do mężczyzn i tyczy się to też produktów, którymi głowę na ogół zawracała sobie mama. Niemniej, nawet wtedy często to kobieta musi wskazać nieporadnemu mężczyźnie, jak należy np. używać proszku do prania. I tak – na Ciebie patrzę, Polleno 2000. To oczywiście już wiekowy przykład, ale bardzo dobrze obrazujący to, o czym mówię. Kobiety w popularnych reklamach to również chodzące stereotypy Wiele filmów reklamowych ukazuje wizerunek matek czy kobiet równie stereotypowo, co mężczyzn. Zdaje się, że nadal większość realizowanych kampanii popularnych i powszechnych produktów boryka się z brakiem inkluzywności czy egalitaryzmu. Najczęściej w reklamach telewizyjnych zobaczymy bowiem model 2+1+pies, ew. 2+2-pies. Praktycznie zawsze będą to też pary heteroseksualne, w których matka, nawet jeśli posiada własną karierę zawodową, będzie przy okazji kurą domową. Sprzątanie, pranie, gotowanie to jej zawód, życie i zamiłowanie. - W przypadku sposobów ukazywania wizerunku matek w przekazach perswazyjnych także mamy do czynienia z obecnością stereotypów kobiecości oraz wzorców realizowania funkcji macierzyńskich. Wykorzystanie stereotypów pomaga budować określone skojarzenia u odbiorców – zazwyczaj pozytywne. Stanowi to punkt odniesienia do postrzegania własnej roli społecznej, który w optymalnie zaprojektowanych działaniach komunikacyjnych może skutecznie realizować cele marketingowe i wizerunkowe reklamowanej marki – podkreśla dr Krzysztof Kuźmicz. Zupełnie tak, jakby przekazy reklamowe ignorowały to, iż są pary czy rodziny, w których wszyscy dzielą się obowiązkami domowymi po równo. Bądź takie, w których to ojcu przypada np. sporządzanie posiłków. Ignoruje się również różnorodność – wszyscy są szczupli, przeciętnego wzrostu, młodzi bądź w średnim wieku, heteroseksualni i bez niepełnosprawności. Oczywiście, przyjęcie takiego formatu w przypadku „produktu dla każdego” ma jak najbardziej sens, gdyż ma on trafić dosłownie do każdego, czyli do przeciętnego Kowalskiego. Mimo to czasy się zmieniają, toteż kampanie marketingowe powinny postępować wraz ze zmieniającą się rzeczywistością. Tym bardziej że te potrafią wywrzeć bardzo duży wpływ na naszą percepcję. I, zwłaszcza że pokolenia millennialsów oraz zetek, coraz bardziej wybijają się z ciasnych, kulturowo osadzonych ról społecznych. - W przypadku zarówno mężczyzn, jak i kobiet, nie mamy wyłącznie jednego wzorca wizerunkowego w reklamie. Dominują wzorce oparte na modelu tradycyjnym: kobiety z dominantą na prowadzenie domu i wychowywanie dzieci, a mężczyźni z dominantą na aktywność poza domem: pracę i zarabianie pieniędzy, czy oglądnie meczu w pubie. Matki w większości komunikatów reklamowych wpisują się w schemat opiekuńczej, troskliwej, przewidującej i przygotowanej „na wszystko” – poza kamieniem w pralce – strażniczki domowego ogniska. Widoczny jest jej perfekcjonizm i satysfakcja z nakarmienia rodziny na śnieżnobiałym obrusie. Obok tego wzorca jest też wizerunek matki łączącej obowiązki rodzinne z pracą zawodową – w tym przypadku także świetnie dającej sobie radę – twierdzi dr Iwona Werner. Nauczycielka akademicka podkreśla jednak, że nadmiernie wyidealizowany obraz matki jest dla współczesnych Polek niewiarygodny. - Mogą albo wyrzucać sobie, że nie są wystarczająco dobre albo – i tę drogę świadomie wybiera coraz więcej kobiet – dać sobie przyzwolenie na niedoskonałość, zmęczenie czy frustrację spowodowaną codziennymi zobowiązaniami rodzinnymi i zawodowymi. Reklamy zaczynają na szczęście odzwierciedlać tę nieperfekcyjną stronę życia kobiet i matek, tym samym dając sobie większą szansę na emocjonalne poruszenie odbiorczyń – dodaje dr Werner. Ojciec zaradny, kochający i obecny – tak, są też i takie reklamy Z tego wszystkiego, co tutaj opisałem, bije dość duża dawka pesymizmu, tj. utrwalania skostniałych stereotypów. Mimo to, tak jak podkreślał to zarówno dr Krzysztof Kuźmicz i dr Iwona Werner – wizerunek mężczyzn i kobiet jest w przekazach reklamowych coraz mniej jednoznaczny i różnorodny. Toteż choć pastwiłem się tu nad – moim zdaniem – szkodliwymi archetypami w reklamach, nie zapominam o tych kampaniach, które robią to dobrze. I jedną z nich jest, chociażby film reklamowy „Superfotelik” od Nest Banku, na którym córeczka opowiada o swoim ojcu. Bohaterka podkreśla tam, że jej tata jest super – potrafi wszystko zrobić, wie wszystko o zwierzętach itd. W materiale możemy zobaczyć ojca, który jest obecny przy swoim dziecku, kocha je i dba o nie. Innym przykładem jest kampania „Czego szukasz na co dzień?” od Allegro, w której przedstawiona jest historia rozwoju relacji ojca z dorastającą córką. Tata kupuje swojej córce gitarę, kiedy zauważa jej rosnące zainteresowanie muzyką. I choć w przekazie reklamowym ukazywana jest też w pewien sposób ta nieco trudniejsza strona rodzicielstwa, to ostatecznie córka dziękuje swojemu ojcu na jej pierwszym koncercie. Niestety, to nadal są wyjątki, a nie reguły. - W polskiej przestrzeni medialnej nie ma wielu interesujących kampanii przełamujących stereotypy dotyczące ojców, takich, które mogliśmy przyrównać do np. znakomitej akcji Dove #DadsCare ukazującej autentyczne nagrania wzruszeń mężczyzn, gdy dowiadują się, że zostaną ojcami. Całkiem sprawną, lekko przewrotną kampanią, pokazującą ojców w „odwróconych rolach”, czyli robiących codzienne zakupy z dziećmi, rozpoznającymi właściwości kulinarne warzyw i zbierającymi naklejki, w celu zdobycia garnków jest kampania Netto #TatoWie. Ewidentnie jednak reklamy w tej kampanii „puszczają oko” do widza, wiemy zatem, że nie jest to przekaz do końca „na serio” – twierdzi dr Iwona Werner. Co zatem z wizerunkiem ojców w polskich kampaniach marketingowych? Cóż, wygląda na to, że przed nami daleka droga, choć kilka świetnych filmów reklamowych przetarło już szlaki. Zatem drogie marki – pora zakasać rękawy, bo my, konsumenci, chcemy widzieć nowoczesne modele rodzin, które sami w końcu tworzymy.
Currently you are able to watch "Family Guy: Głowa rodziny - Sezon 8" streaming on Disney Plus. Family Guy's eighth season first aired on the Fox network in twenty one episodes from September 27, 2009 to May 23, 2010 before being released as two DVD box sets and in syndication. It ran on Sunday nights between May and July 2010 on BBC Three in
Czym jest odpowiedzialne ojcostwo? Maciej Mazurek: Moim zdaniem odpowiedzialne ojcostwo, to ojcostwo świadome i zaangażowane. To takie ojcostwo na 100%. Nie można być „trochę ojcem”, czy „czasem ojcem”. Będę brutalny: albo jest się ojcem całkowicie, albo jest się tylko tym kolesiem co mieszka z mamą. Podnoszę poprzeczkę bardzo wysoko, bo i stawka jest szalenie wysoka. Ojcostwo to nie jest tylko akt poczęcia. Odpowiedzialne ojcostwo zaczyna się wcześniej – gdy decydujemy się na dzieci. Trwa też o wiele dłużej – otoczenie opieką żony w ciąży i w każdym kolejnym dniu wspólnego życia. Relacje między rodzicami są bardzo ważną częścią edukacji, którą przekazujemy swoim dzieciom. One uczą się powtarzając nasze zachowanie. Odpowiedzialny ojciec wie, że otrzymał dar i wielki przywilej bycia tatą. Wie też, że trzeba zakasać rękawy, bo nadchodzi kilka ładnych lat poświęcenia, schowania swojego ego do kieszeni oraz – co najważniejsze – weryfikacji tego kogo kocham najbardziej: dzieci i żonę, czy może siebie samego? Uważam, że w odpowiedź na to pytanie jest kluczowa. Obecnie jesteśmy bombardowani egoistycznym przekazem. Pomyśl o sobie, zadbaj o siebie, spraw sobie przyjemność, masz prawo do rozrywki i odpoczynku. Bzdura! Decydując się na dziecko (a także w przypadku, kiedy to życie zdecydowało za Ciebie) automatycznie zrzekasz się wielu swoich praw i przywilejów. Słowo, które powinno określać silnego, odpowiedzialnego faceta, męża i ojca, to POŚWIĘCENIE. Nie stan konta, ilość dyplomów, czy inne tego typu „bożki”. Oczywiście nie chodzi też o pseudo poświęcenie, typu przesiadywanie w pracy po godzinach (poza przypadkami, kiedy to jest absolutnie konieczne, a najczęściej nie jest). Prawdziwe Poświęcenie wygląda tak: kocham Was bardziej niż siebie, poświęcam Wam z miłości, to co mam najcenniejsze, czyli czas. Mój czas. Odpowiedzialny ojciec wie, że czas jest walutą jaką płacimy. Wie, że czas poświęcony dzieciom, będzie inwestycją, która przyniesie wspaniałe owoce. Wie, że każda chwila z dziećmi jest darem, którego nie da się wycenić. Pamiętam wszystkie nieprzespane noce, ból pleców i stan bezradności i dziękuję Bogu za te chwile. Ok, kilka lat temu to był koszmar, ale dziś jestem wdzięczny za te godziny kiedy mogłem tulić te maleństwa, które tak szybko rosną. Wtedy poświeciłem czas, ale dziś mogę usiąść z synkiem i słuchając Pink Floydów opowiedzieć mu o tym, jak o czwartej rano, trzymając go w ramionach, robiłem kolejny kilometr krążąc po sypialni i nucąc tę piosenkę. Co zyskują dzieci wychowywane przez odpowiedzialnych ojców? MM: Myślę, że bezpieczeństwo. Ale mam tu na myśli takie szeroko pojęte bezpieczeństwo emocjonalne, pion, fundament. To jest fundament zbudowany na skale, który nie oprze się burzy. Nie ustrzeżemy dzieci przed problemami, czy różnymi tragediami. Nie sprawimy, że ich życie będzie usłane różami. Nie da się zamknąć dziecka w bezpiecznym kloszu ochronnym. Niestety dzisiejsi rodzice interpretują wychowanie jako ochronę przed zagrożeniami, a nie naukę radzenia sobie z nimi. Nie możemy przecież ochronić dziecka przed całym złem tego świata. Próbując to zrobić, tak naprawdę wyrządzamy dzieciom krzywdę i wychowujemy przegranych. Odpowiedzialny ojciec stawia wyzwania, uczy konsekwencji i odpowiedzialności. Pokazuje czym jest życie, a nie przed tym życiem chroni. Pokazuje jak rozpoznać zagrożenie i jak sobie z nim radzić. Takie dzieciaki zyskują to, że idą z podniesionym czołem i dobrym sercem. Mocno wierzę w to, że takie dzieci zyskują szansę na szczęśliwe i warte przeżycia życie. Zobacz też mój wpis: WYCHOWUJEMY PRZEGRANYCH Co tracą dzieci, których ojcowie nie angażują się w ich wychowywanie? MM: Wystarczy się rozejrzeć dookoła. Nasza młodzież jeszcze nigdy nie była tak leniwa i roszczeniowa. Nie chcę tu nikogo piętnować, bo należy pamiętać, że model polskiego ojca został ukształtowany przez niesamowicie trudny czas wielu pokoleń: ojcowie wychowani w komunizmie, przez ojców wychowanych podczas drugiej wojny światowej, którzy byli wychowani przez ojców wychowanych podczas pierwszej wojny światowej, którzy byli… Po prostu nie było czasu i możliwości nauczyć się bycia odpowiedzialnym ojcem. Tym bardziej, że nie rzadko, odpowiedzialność sprowadzała się do przeżycia. Ale dziś jesteśmy w innym miejscu i w innym czasie. Widzę, że to błędne koło nieobecnego ojca zostało przerwane. Wielu facetów odkrywa pasję w byciu ojcem i robią wspaniałe rzeczy. Niestety wielu jeszcze pozostaje przy funkcji operatora pilota do telewizora, tchórzliwie chowając się za formułką „jestem zmęczony, później”. Tylko że to „później” nigdy nie nadchodzi. Jest też wielu, którzy uważają, że ich odpowiedzialność jako ojca, to zarabianie pieniędzy i od czasu do czasu kupowanie prezentów. Nie ulega wątpliwości, że dzieci bez odpowiedzialnych ojców tracą dużo, bardzo dużo. Nie chodzi mi tylko o to, że tracą np. wspomnienia, że tata uczył mnie jeździć na rowerze. Chodzi o to, że tracą wsparcie, wiedzę i umiejętność tego, jak po wywrotce należy wstać. Jak przygotować się do roli ojca? MM: Hmmm… Można sobie obejrzeć „Waleczne serce”, czy „Szeregowca Ryana” i zobaczyć czym jest poświęcenie życia. Następnie uzmysłowić sobie fakt, że życia poświęcać nie musimy, bo mamy ważniejszą rzecz do poświęcenia – czas. Jak już to sobie uzmysłowimy i pogodzimy się z tym, to przychodzi czas na najważniejsze. Należy uzmysłowić sobie, że w obliczu miłości, takie poświęcenie, to będzie początek najwspanialszej przygody naszego życia. Każdy kolejny dzień z dzieciakami, będzie lepszy. Ok, na początku jest trudno, cholernie trudno. Ale tak to działa. Najpierw dajemy coś od siebie, dajemy miłość, a potem dzieci, to oddają z taką siłą i z takim bezgranicznym oddaniem, że każdy twardziel klęka i się wzrusza. Kiedy córeczka do mnie biegnie, rzuca się na szyje i krzyczy słodkim głosikiem „kocham mojego tatusia!”, to nie ma opcji, żeby się oczy nie zaszkliły. Kiedy synek dzieli z Tobą jakąś pasję i patrzy na Ciebie jak obrazek, to serce pęka z dumy. Tak więc, przygotowujący się do roli ojca kolego, pamiętaj, że każda trudna chwila, będzie wynagrodzona i pamiętaj, że naprawdę zaczynasz najlepszą przygodę swojego życia. Czego współcześnie oczekuje się od ojca i głowy rodziny? Jak pogodzić te dwie funkcje? I co to w ogóle znaczy głowa rodziny? MM: Ależ to jest jedna funkcja. Jedna i ta sama. Wiem, że cześć kobiet, źle, czy wręcz agresywnie reaguje na określenie faceta jako głowy rodziny. Być może dzieje się tak, ze względu na złe wzorce jakie otrzymały w domu od nieodpowiedzialnych ojców. Mąż i ojciec będący głową rodziny, to nie tyran, czy dyktator, którego zachcianki trzeba spełniać. Nic bardziej mylnego. Taki facet jest po prostu dupkiem, a nie głową rodziny. Według mnie, kochający mąż i odpowiedzialny ojciec, czyli głowa rodziny, to ktoś, kto pierwszy wstaje i ostatni kładzie się spać, ktoś kto sprawia, że rodzina czuje się bezpieczna, że żona może na nim polegać, a jego obietnice zawsze mają pokrycie. Głowa rodziny najpierw myśli o innych, a dopiero na końcu o sobie. Facet, który jest głową rodziny wie, że nie zasłużył sobie na takie szczęście, na taką cudowną żonę i wspaniałe dzieci. Głowa rodziny traktuje swoją jako dar, cud i jest wdzięczny, że ją ma i wie, że jak będzie trzeba, to rzuci się za nią w ogień. Tak uważam, taki staram się być. Wywiad pierwotnie ukazał się w portalu (30 grudnia 2014). Uważam, że wyszło mi to całkiem zgrabnie, dlatego – za zgodą – publikuję go również u siebie. Zachęcam do kulturalnej dyskusji: KOMENTARZE About Latest Posts Maciej Mazurek - prywatnie mąż Karoliny oraz tata Szymona, Hani i Adasia. Uzależniony od kawy, którą próbuję zastąpić yerbą, w wyniku czego piję jedno i drugie. Uważam, że świat bez Pink Floydów byłby bardzo smutny. W 2009 roku wystartował blog z autorskimi komiksami - satyra na pracę w biurze. Od 2012 zacząłem pisać na moim drugim blogu - o tym jak być facetem: tatą, mężem i geekiem naraz... Prowadzę również swoje własne studio graficzne Zuchowe Studio gdzie projektuje fajne rzeczy dla znanych marek i tych, które dopiero chcą być znane. W 2016 wszystkie moje aktywności połączyłem w jedną całość na- Chciałem udowodnić, że człowieka można poznać po jego wartościach, a nie po twarzy. Mój ojciec nigdy nie miał wartości, w związku z tym nie miał
Tradycja katolicka przyciąga młodych ludzi. Wszędzie tam, gdzie pojawia się tradycyjna Msza święta, (nawet sprawowana na podstawie motu proprio Summorum Pontificum), pojawiają się też młode osoby, szczególnie młodzieńcy. Usłyszałam kiedyś opinię, że NOM na płaszczyźnie psychologicznej jest zniewieściały, przegadany, nastawiony na budowanie relacji i emocji, a prawdziwa, tradycyjna Msza św. jest męska, nastawiona na oddawanie czci Panu Bogu, hierarchiczna, uporządkowana, nie pozostawiająca miejsca na ego duszpasterza i jego osobiste wymysły. Rozmowy z młodymi mężczyznami pokazują, że Tradycja katolicka jest atrakcyjna dla płci męskiej z wielu powodów. Logika, spójność, jednoznaczność katolickiej, niesprotestantyzowanej teologii to jedno. Piękno liturgii – drugie. Pociągające jest jednak też nauczanie dotyczące katolickiej rodziny – z mężem jako głową rodziny. Problem polega na tym, że część mężczyzn spostrzega hierarchiczność rodziny w wypaczony sposób. Wydaje im się, że właściwa hierarchia tworzy się automatycznie, bez specjalnych starań. Ot, uznajemy męża za głowę rodziny, żona ma być posłuszna, co mąż powie ma wagę decyzji ostatecznej, potępiamy feminizm. Mamy super tradycyjną, katolicką rodzinę. Niestety, to nie jest tak proste. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy kapitanem statku zostaje pan Janek, księgowy. Pan Janek, choć doskonale zna się na rachunkach, nie wie nic na temat budowy statku, zarządzania zespołem ludzi, wymagań bezpiecznej żeglugi, pogody na morzu. Mimo to uznaje, że będzie dobrym kapitanem, bo był na kilkudniowych wykładach opisujących uroki żeglugi morskiej, pokazujących piękne wyspy na oceanie. Nikt chyba nie wątpi, że (nawet posiadając wybitnie kompetentną załogę, która potajemnie będzie robiła swoje niezależnie od głupich poleceń kapitana) prędzej czy później doprowadzi do katastrofy. Dlaczego zatem uznajemy, że wystarczy zostać tradycyjnym katolikiem, aby automatycznie nabyć kompetencji bycia głową rodziny? Kluczowe pytania brzmią: kim jesteś, jaką mądrość, jakie cnoty posiadasz, by być w stanie sprostać odpowiedzialności bycia głową rodziny? Jeśli mężczyzna pamięta tylko o wersach 22–24 z Listu do Efezjan, a pomija 25–27, naturalna hierarchia zmienia się w tyranię. Przypomnijmy całość: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła: On – Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom – we wszystkim. Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany”. Mężczyzna musi być gotów oddać życie za żonę i dzieci, jak Chrystus był gotowy umrzeć za nas. To jeszcze większość mężczyzn akceptuje. Jeden, kończący życie heroiczny zryw jest w zasięgu ich wyobrażeń, pięknie gra w polskiej, sarmackiej duszy. Jednak nie chodzi tylko o oddanie życia w razie zagrożenia, lecz takie przewodzenie żonie na co dzień, by ta stawała się święta i nieskalana. I nie, nie chodzi tu o bycie przykrym, by żona dzięki cierpieniom zadawanym przez męża szybciej poszła do nieba. Dzięki mężowi żona ma codziennie stawać się lepszą osobą. Jak to zrobisz? Jedyny sposób to praca nad sobą. Walka z wadami, rozwijanie zalet. Aby móc to zrobić trzeba najpierw stanąć w prawdzie o sobie. Jakie masz kompetencje, by zostać „kapitanem statku”? Jaki model rodziny wyniosłeś z domu? Czy ojciec okazywał żonie miłość? W jaki sposób człowiek, którego obserwowałeś na co dzień przez co najmniej kilkanaście pierwszych lat swojego życia, radził sobie z obowiązkami głowy domu? To ważne pytanie, bo to zostawia na zawsze ślad mówiący o tym, jak funkcjonuje rodzina. Jeśli nie miałeś ojca lub był daleki od wzoru do naśladowania – co robisz, by nauczyć się tego zadania? Książki? Rekolekcje? Obserwacja dobrze funkcjonujących rodzin? Pytanie o radę innych mężczyzn? To ostatnie wydaje się wielu niemożliwe, bo nie leży w męskiej naturze. Jednak to nieprawda. Skoro umiesz poprosić kolegę o poradę dotyczącą swojego samochodu, spokojnie jesteś w stanie spytać o poradę dotyczącą funkcjonowania mężczyzny w rodzinie. Spójrz na to, co sobą reprezentujesz. Czy masz w sobie przymioty i mądrość, której trzeba by zostać kapitanem? Jakie jest pięć Twoich największych zalet? Zastanów się nad tym, bo to fundamenty, na których budujesz. Jednak warto znaleźć pięć osób, które ci o tym opowiedzą. Nie wystarczy, że sam ocenisz, że coś jest twoją zaletą. Możesz się mylić, dlatego porozmawiaj o tym z innymi. Kolejne pytanie to: jakie jest pięć Twoich największych wad? Zapytaj tych samych pięciu osób. Łatwiej jest znaleźć pochlebców niż szczerych przyjaciół. Pytając najpierw o zalety, potem o wady, możesz zweryfikować ich szczerość. Bardzo ważne pytanie brzmi: czy używałeś swych zalet w niewłaściwy sposób? Jeśli na przykład twoją zaletą jest bycie przekonującym, budzącym zaufanie, być może użyłeś tej zalety do tego, by wymigać się od obowiązków, lub manipulować innymi? Kolejne ważne pytania to: Co już zrobiłeś dla walki ze swoimi wadami? Co jeszcze możesz zrobić? Wypisz pomysły na liście. Jak reagujesz w sytuacji kryzysowej – ucieczką od problemu, agresją, atakiem, biernym podporządkowaniem rozwojowi wydarzeń? Co możesz zrobić by zacząć reagować bardziej konstruktywnie? Czy twoja ocena nie jest zaburzona uzależnieniami? Osoba uzależniona ma problem w adekwatnej ocenie sytuacji, ponieważ zaburza ją myślenie o używce. Myśli częściej biegną ku używce niż ku Bogu czy bliskim. Taka osoba staje się przez to niezdolnym do kierowania rodziną ku dobru. Alkohol, narkotyki to najbardziej oczywiste używki, jednak istnieją też tzw. zaburzenia behawioralne – pracoholizm (gdy praca zajmuje tyle czasu, że dzieje się to kosztem rodziny), uzależnienie od hazardu czy pornografii (to ostatnie rujnuje dodatkowo pożycie intymne). Inne współczesne zniewolenie to telefon. Najlepiej ilustruje to wypowiedź małej dziewczynki, która zapytana kim chce być w dorosłości powiedziała, że telefonem, dlatego, że rodzice zawsze mają czas na telefon, nawet w trakcie zabawy z nią, czy rozmowy. Jeśli jesteś zniewolony uzależnieniem – jakie kroki podejmiesz, by się od niego wyzwolić? Czy zdajesz sobie sprawę, że dobre przywództwo opiera się na zaufaniu do kompetencji podwładnych? Kapitan statku wie, kto się na czym zna i słucha tych osób. Choć ostateczna decyzja (a za tym i wzięcie za nią odpowiedzialności) leży na kapitanie, decyzje oparte są na racjonalnej ocenie informacji i porad innych osób. Wszystko mu mówi – płyńmy prosto do celu, jest piękna pogoda, jednak podwładni ostrzegają, że pogoda prawdopodobnie nagle się załamie, dlatego bezpieczniej jest popłynąć drogą nieco okrężną. Mądry kapitan słucha tych ostrzeżeń. W rodzinie występuje podobne zróżnicowanie kompetencji. Jedną z podstawowych różnic w oglądzie świata przez obie płcie jest nastawienie na więzi u kobiet oraz zadaniowość mężczyzn. Gdyby patrzeć w kategoriach cnót, mężczyznę cechuje raczej sprawiedliwość, kobietę miłosierdzie. Dlatego mąż będzie słuchał żony, tak, aby jego decyzje były nie tylko sprawiedliwe i racjonalne, lecz nikogo nie krzywdziły, zwłaszcza dzieci. Takich pytań jest jeszcze więcej, powyżej wypisałam kilka zasadniczych. Podstawą jest zrozumienie, że hierarchiczność ról w rodzinie musi być podparta osobistą cnotą, pracą nad sobą, postawie służby wobec Boga i członków rodziny, mądrości otwarcia na porady, osobistej wolności. Bycie głową rodziny to nie tyle przywilej, co służba. Nie coś, co ma budować męskie ego. Mężczyzna, który tego nie rozumie staje się tyranem. Powyższe przemyślenia i pytania przypominają rachunek sumienia, jednak specyficzny, skoncentrowany na tym jak konkretnie budujesz więź ze swoją żoną, jak sprawdzasz się w roli kapitana statku swego domu. Mam nadzieję, że pomoże w lepszym zrozumieniu roli męża jako głowy rodziny. Urszula Kowalska Za: „Zawsze Wierni” nr 5/2017 (192)
Głowa rodziny — Ojciec jest głową rodziny. Żona oczekuje od niego miłości i zrozumienia, pomocy w wychowaniu dzieci, i to jest słuszne. Dzieci są zarówno jego jak i jej, i jemu również zależy na ich dobru. Dzieci spoglądają na ojca jako na żywiciela i przewodnika.
fot. Adobe Stock, Africa Studio Przeglądając dokumenty, które zostały po Stefanie, gryzłem palce z nerwów. Byłem pewien, że zostawił wskazówkę dotyczącą mojego pochodzenia, nie mógł odejść, nie wyjawiając mi prawdy. Przez pół życia wierzyłem, że jestem jego synem, owocem sekretnej miłości, która kiedyś łączyła mamę i najlepszego przyjaciela rodziny. Stefan pomagał nam we wszystkim, zawsze miał dla nas czas. Nigdy nie odmawiał przysług Do mamy i do mnie – jego jedynego syna. Byłem nawet trochę do niego podobny, szczególnie jak się sobie dobrze przyjrzałem. Młodszy brat Jurek wyglądał jak miniatura naszego ojca, co do tego nie było wątpliwości. Ale ja? Miałem ciemną czuprynę jak Stefan. Albo jak mama, ale wolałem myśleć, że kolor włosów odziedziczyłem po prawdziwym ojcu. Co skłoniło mnie do rozważań nad tajemnicą pochodzenia? Powroty naszego ojca do domu. Mówię oczywiście o facecie, którego nazwisko noszę, a który zatruł nam życie, pojawiając się cyklicznie, gdy na niemieckich budowach był akurat przestój. Przyjeżdżał i zaczynał rozstawiać nas po kątach. Nie miał łatwego charakteru, o nie. Czasem się zastanawiałem, co by było, gdyby nie musiał wyjeżdżać za zarobkiem. Czy zżylibyśmy się, przyzwyczaili do siebie i byłoby łatwiej? Nasz ojciec chyba żałował, że założył rodzinę, na którą musi pracować. Nie lubił nas, żeby nie powiedzieć gorzej. Mama i ja musieliśmy znosić jego zaczepki, tylko Jurka zostawiał w spokoju. Może dlatego, że był taki podobny do niego. Im byłem starszy, tym bardziej ojciec się mnie czepiał, jakby przeczuwał, że nie jestem jego synem. Wyśmiewał wszystko, co robię, wyzywał od najgorszych i próbował karać. Raz uciekłem przed nim do Stefana, a on powiedział, żebym nie prowokował starego i zacisnął zęby. Niedługo ojciec wyjedzie i znów będzie jak dawniej Bo dobrze nam było bez niego. Mieliśmy ciepły dom, kochającą mamę i Stefana, gotowego w razie czego pośpieszyć z pomocą. To on był dla mnie wzorem mężczyzny. Nauczył mnie wymieniać kolanko pod zlewem, wbijać prosto gwoździe i pisać wypracowania. Zawsze mogłem z nim pogadać od serca, nigdy się ze mnie nie śmiał i nie złościł. Tylko jemu wykrzyczałem swój zawód, kiedy Majka puściła mnie w trąbę. Zachował się jak prawdziwy mężczyzna, nie pocieszał mnie, nie próbował umniejszać młodzieńczego dramatu. Po prostu siedzieliśmy razem, milcząc, a ja czułem, że nie jestem ze swoim zmartwieniem sam. W takich chwilach rosło we mnie przekonanie, że jestem jego synem. Cóż innego mogłoby skłonić takiego fajnego człowieka do opieki nad nieopierzonym młokosem i jego matką? Zawsze myślałem, że Stefan spadł nam z nieba. Gdyby nie on, nie wiem, co by się ze mną stało. Stosunki z moim ojcem zaogniały się z latami, by przekształcić się w nienawiść z elementami rywalizacji. Dorosłem, zhardziałem i to strasznie go denerwowało. Na każdym kroku próbował mnie upokarzać, udowadniać, że jeszcze on tu rządzi. Byłem pewien, że ten człowiek mnie nienawidzi. Tylko głębokie przekonanie, że nie jestem z nim spokrewniony, ratowało mnie przed powzięciem nieodwracalnej decyzji, bo były chwile, kiedy miałem wszystkiego dość. Jego, siebie i naszego życia. Tylko myśl, że Stefan jest moim prawdziwym tatą, pozwalała mi znosić prymitywne zaczepki i niesłusznie wymierzone kary. Do razów byłem przyzwyczajony, bolała niesprawiedliwość. Ojciec się na mnie wyżywał, bo zwyczajnie mnie nie znosił. Niemożliwe? Bo dzieci trzeba kochać? Dziś już wiem, że niekoniecznie, ale kiedy byłem młodszy, ratowałem się myśleniem, że on jest dla mnie taki okropny, bo czuje, że nie jestem z jego krwi. We wszystkim wzorowałem się na Stefanie, chciałem być taki jak on Nauczył mnie, żeby nie robić z gęby cholewy, bo mężczyzna ma tylko jedno słowo. – To cię nauczy nie szafować słowami – tłumaczył. – Dwa razy pomyśl, zanim coś powiesz, a jak już powiesz – przepadło. Nie goń za słowem jak za gołębiem, bo nie złapiesz. Innym razem rozmawiałem ze Stefanem o kobietach. – Szanuj je i kochaj, a one ci się odwdzięczą – mówił, a ja oczywiście wtedy nie wierzyłem, byłem zbyt młody. Ale chłonąłem nauki Stefana, jednego z najprzyzwoitszych mężczyzn, jakich znałem. Kiedy po kolejnej awanturze ze swoim ojcem siedziałem ponury w jego kuchni, siorbiąc gorącą herbatę, nie pocieszał mnie. Nie rozgrzeszał ojca, nie próbował niczego wyjaśniać, nie mówił, że będzie lepiej. Po prostu przy mnie był. Kiedyś powiedział, że jeśli naprawdę będę chciał, zostawię to wszystko za sobą. Nigdy nie zapomnę krzywd z dzieciństwa, ale z czasem przestaną być ważne. – Pójdziesz dalej, otrząsając błoto z butów – wyczarował przede mną sugestywny obraz. Zachichotałem. Tak, to było coś. Chciałem uwolnić się od złości na ojca, przestać o nim myśleć. Zostawić go za sobą, daleko w tyle. Dostałem od Stefana marzenie, dla którego mogłem żyć Miałem niespełna osiemnaście lat, kiedy nadarzyła się okazja do szczerej rozmowy z mamą. Zapracowana jak zwykle, pieliła grządki z warzywami. Kucnąłem obok, żeby jej trochę pomóc. Ostatnio nie wyglądała najlepiej, chociaż twierdziła, że nic jej nie jest. – Czy on jest moim ojcem? Muszę to wiedzieć – wystrzeliłem z największego działa. To był impuls, chwilę później chciałem się ugryźć w język, ale było za późno. – Kto?! – mama była zdumiona i zaniepokojona. – Stefan – zaszemrałem, bo jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Tego również nauczył mnie mój sekretny tata. – Bój się Boga, o czym ty mówisz! To nieprawda! – mama trwożliwie rozejrzała się wokół. Na prowincji nawet drzewa mają uszy. – Coś ty wymyślił! Nikomu tego nie mów, jeszcze ojciec usłyszy. I tak ma ciężką rękę, a jak jeszcze wbije sobie do głowy, żeś ty nie jego, będzie straszny! Miała rację. Zrozumiałem, że muszę milczeć. Mama wszystkiemu zaprzeczyła, ale co miała robić? Przyznać się do małżeńskiej zdrady sprzed lat? Musiała zadbać o bezpieczeństwo syna. Ukryła moje pochodzenie i bała się, że tajemnica wypłynie. Może nawet Stefan nie wiedział, że ma syna? Opiekował się mną jak rodzonym, bo się domyślał, ale pewności mieć nie mógł. Ja też jej nie mam, ale chcę być taki jak on. Był dla mnie wzorem, najlepszym ojcem, jakiego mogłem sobie wymarzyć. Jestem mu wdzięczny, że umożliwił mi wyrwanie się z domu. Wierzył we mnie bardziej niż ja sam. Poświęcił oszczędności, abym mógł iść na studia, bo nasz ojciec robił wszystko, żeby wybić mi ten pomysł z głowy. Egoistycznie chciał, żebym został w domu i zajął się nim na starość. Dlaczego ja, a nie jego faworyt Jurek? Tego nigdy się nie dowiem, stary wciąż żyje, ale nie należy do wylewnych. Stefan dał mi wsparcie i nadzieję na lepszą przyszłość. Dzięki niemu otrząsnąłem błoto z butów i zobaczyłem świat, dokładnie tak, jak przepowiedział. Mam dobry zawód, dużo podróżuję. Do domu przyjeżdżam najrzadziej, jak mogę, bo tam rezyduje ojciec. Postarzał się i nie jest już taki groźny, ale nadal coś boleśnie mnie ściska w żołądku, gdy go widzę. Nie mamy ze sobą zbyt wiele wspólnego. Przeszukałem wszystkie dokumenty po Stefanie i nie znalazłem niczego, co by świadczyło, że był moim ojcem. Chociaż można to łatwo wytłumaczyć. Stefan, do końca lojalny, zachował tajemnicę, uporządkował papiery przed śmiercią, żeby nie narażać mnie i mamy na plotki. Ale potraktował mnie jak swojego jedynego spadkobiercę, zapisując mieszkanie w miasteczku. Co prawda i to wytłumaczył w liście do mnie: „Żebyś miał dokąd wracać, jak rozwiniesz skrzydła”. Wiedział, że muszę założyć własne gniazdo, dał mi tę możliwość, do końca troszcząc się o mnie jak prawdziwy ojciec… Więc może jednak przeczucie mnie nie myliło? Mogę to łatwo sprawdzić, wynik testu DNA dostanę w ciągu kilku tygodni. Tylko czy tego rzeczywiście chcę? A jeśli okaże się, że jestem synem faceta, który mnie nienawidzi? Tego bym nie zniósł. Wolę myśleć, że moim tatą był Stefan, człowiek, którego kochałem jak ojca. Zawsze będę mu wdzięczny za to, że uwierzył we mnie, pomógł przejść przez trudne dzieciństwo i otworzył przede mną świat. Czytaj także:Teściowa sfałszowała badania DNA, by rozbić nasze małżeństwoGdy zaszłam w ciążę ze Zbyszkiem, najpierw kłamałam że to nie jego dzieckoZbliżały się moje 30-te urodziny, a mój facet nawet nie myślał o ślubie Więc jako mąż, ojciec – głowa rodziny, biorę pełną odpowiedzialność za utrzymanie mojej rodziny. Wraz z moją żoną prowadzimy wspólnie działalność handlowo-usługową. Mamy już epizod sklepu internetowego, działalności w 2010 r., jednak tamto doświadczenie było pierwszymi nieśmiałymi krokami.